Festiwal Górski Wondół Challenge

Festiwal Górski Wondół Challenge, to festiwal na którym miałam przyjemność być po raz pierwszy, choć to już była szósta edycja. Losy tego festiwalu śledzę od początku i go duchowo wspieram, bo też od początku i co roku jestem na niego zapraszana przez wielu znajomych, przyjaciół z KW Katowice i nie tylko. Na ten po raz kolejny zaprosiła mnie Ania Spyra – wpółorganizatorka, a stało się to na cyklicznym czwartkowym spotkaniu u Wandy Xsięskiej. Wandę też zabraliśmy ze sobą.

 

W tym roku filmy i prelekcje wzruszyły mnie, rozbawiły i przywołały wspomnienia. Przede wszystkim przypomniały jak bardzo pragnę pojechać w Himalaje i do Patagonii… Niewielu wie, że festiwal odbył się w rocznicę śmierci Tomka Kowalskiego, kumpla, który zginął pod Broad Peak, a który w tym samym czasie co ja robił kurs wspinaczkowy i już wtedy był jednym z najlepszych wspinaczy. Podziwiałam go i bardzo lubiłam. Beatles – bo taką daliśmy mu ksywę był jednym z najbardziej sympatycznych  i energetycznych osób, które poznałam.

Pierwszy dzień na festiwalu spędziliśmy bez dzieci. Choć wiedzieliśmy, że na terenie festiwalu jest Wondołowe Przedszkole, to jednak zdawaliśmy sobie sprawę, że nasze dzieciaki nie wytrzymają w nim dłużej niż godzinę. Skończyłoby się tak, że nie obejrzelibyśmy ani filmu, ani prelekcji, zatem zostawiliśmy dzieciaki pod opieką dziadków. 

Zaskoczeni byliśmy olbrzymim hotelem, w którym odbywa się festiwal. Orle Gniazdo to moloch z lekkim powiewem wczasów z dawnych czasów ;) Od razu ciepło przy „biurze” przywitali nas Sokolińscy, zostaliśmy poinstruowani, poczęstowani jabłkiem, wodą mineralną, impregnatem do odzieży, rabatem 20% i uśmiechem osób z biura, po czym ruszyliśmy dalej. Dalej szereg sklepików z odzieżą i bardzo atrakcyjnymi cenami. Niestety moje gabaryty nic nie przyjęły.

Pierwszy film, który mieliśmy okazję zobaczyć poruszył mnie szczerze i do głębi. Film o albinosach w Afryce z udziałem Martyny Wojciechowskiej „Ludzie –duchy”. Martyna miała być na festiwalu, ale jak wiemy jest chora i jeszcze na dodatek musiała uczestniczyć w pogrzebie. Szczerze się wzruszałam na  filmie myśląc o tych albinotycznych dzieciach, ich tragicznych przeżyciach i o Martynie, która też jest matką z pasjami jak ja, która nie zawsze spotyka się z pochwałą swoich poczynań. Ten film udowadnia jednak, że to co robi ma sens i zamyka usta nudnym matkom - helikopterkom. Nie wiem jak ona wytrzymała pobyt w tym „domu dziecka dla albinosów”. Ja bym pękła po pięciu minutach. Najbardziej poruszające były wypowiedzi zdolnej dziewczyny, której obcięto rękę oraz moment oddawania dziecka w wieku mojej Zosi do pod opiekę domu dziecka. Długo będę pamiętać ten film… 

Kolejna ciekawa rzecz to prelekcja z pokazami filmów Miły Raulin. Tu jako matka zadawałam sobie pytanie jak ona to robi mając ośmioletniego syna. Jak to wytrzymuje i syn i ona. Bo przecież postanowiła zdobyć Koronę Himalajów…

Niesamowita była opowieść Bartosza Malinowskiego, który przemierzył wraz z przyjaciółką Asią Wielki Szlak Himalajski. Niesamowita, a zarazem pasjonująca opowieść, pełna przygód, z wielką dozą humoru oraz wspaniałe zdjęcia.

Prelekcje, które bardzo mi się podobały to opowieść o Evereście Rysia Pawłowskiego. Człowiek z takim doświadczeniem nie mógł mówić banalnie, tak samo jak Janusz Gołąb. Opowieść faceta, który przemierzył Iran też była pasjonująca i udowodniła, że ludzie bez względu na religię i wyznanie wszędzie są tacy sami, tylko zależy na kogo się natrafi. Niestety nie na wszystkich prelekcjach mogliśmy być. Wśród filmów górskich najbardziej zapadł mi w pamięci film o zdobywaniu patagońskiej grani. Nie po raz pierwszy widziałam film górski z Alexem Honnoldem. Uwelbiam tego gościa, nie tylko ze względu na profesjonalizm wspinaczkowy, ale za ten luz i poczucie humoru. Moją uwagę zwróciła wypowiedź jego partnera wspinaczkowego Colina Haleya dotycząca egoizmu – narażania się na niebezpieczeństwo ojca rodziny przez ekstremalną wspinaczkę. Pewnie osobom bezdzietnym przeszło to mimo uszu… Pisał on list do nowonarodzonego syna mając wątpliwości, czy to co robi nie jest słuszne. Po zdobyciu szczytów jednak wszelkie wątpliwości się rozwiały…

Mieliśmy być tylko jeden dzień. Nie braliśmy noclegów, lecz mimo to drugi dzień przyjechaliśmy tym razem z dziećmi. Chcieliśmy pokazać im helikopter, niestety drugiego dnia już go nie było, ale były inne atrakcje m. in. strzały z armaty, psie zaprzęgi. Wszystko upamiętniłam na zdjęciach…

Wiem z doświadczenia jak trudne jest przygotowanie festiwalu, zorganizowanie tego wszystkiego, zdobycie sponsorów, koordynacja tych wszystkich ludzi. Wiem bo sama współtworzyłam taki festiwal w 2006 r. – pierwsze Lawiny. Festiwal ten odbywa się nadal w Rudzie Śląskiej.

Gratuluję organizatorom Festiwalu Górskiego Wondół Challenge wspaniałej imprezy!

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

2017  tworczapracownia.pl   globbersthemes joomla templates